Dużo śnię. Czasami mój mąż pyta się mnie: to prawdziwa historia czy sen, bo tak dużo pamiętam szczegółów. Zapisuję je i analizuję. Najbliższe wpisy będą oparte właśnie o moje sny, bo one świetnie pokazują z czym mierzy się moje psyche — więc też, o czym szykuję warsztaty dla Was.
Muzyczna kanwa do dzisiejszego wpisu: Bastarda — Paweł Szamburski i fado – nie umiałam powiedzieć nie, uwielbiam to połączenie.
Sen: nauczycielka, którą znam z łagodności i ogromnej bezwarunkowej akceptacji — osoba, której ufałam — ostro skrytykowała mój wiersz o trudnym przeżyciu: „Wszystko spieprzyłaś, co sobie myślisz, że jak tak się będziesz szykować, to do czegoś dojdziesz.” Powiedziałam jej: „Nie chcę Twojego feedbacku i nie w takiej formie.” Ona naciskała. Powiedziałam znowu nie, ona nadal naciskała, więc wyszłam.
Gdy się obudziłam, poczułam zaciekawienie i entuzjazm (i rozbawienie — miałam zapewne unikalną szansę zobaczyć moją nauczycielkę w furii, której pewnie nikt nigdy nie doświadczy). Opowiedziałam go mojej nauczycielce, a jej reakcja jeszcze bardziej wzmocniła wyraz snu. Już na jawie powiedziała: „Brawo! Świetnie, że mi się postawiłaś!”
Ten sen bowiem wysuwa pytanie: czy nie jest tak, że najtrudniej postawić granicę właśnie wobec tych, których szanujemy czy kochamy najbardziej?
Jasność granic
Wobec mężczyzny z piłą elektryczną (to też mój sen) wybór, co robić jest prosty. Jego intencja jest czytelna, a siła z jaką cię dotknie -klarowna. Wobec widoku piły elektrycznej ciało natychmiast wie: zatrzymać albo uciekać.
Ale co, gdy przychodzi ktoś, kogo znasz z łagodności?
Nauczyciel_ka. Matka. Bliski przyjaciel_przyjaciółka. Ktoś, kto tyle razy był_ po Twojej stronie. I nagle – rani. Może nieświadomie. Może z troski. Może dlatego, że myśli, że wie lepiej.
Ciało się zatrzymuje, acz głowa zaczyna negocjować: przecież ona chce dobrze. Przecież to mój człowiek. To pewnie ja przesadzam.
I wtedy właśnie – w tej chwili wahania – może zniknąć rozpoznanie własnej granicy.
Znat_ to? Ja znam i niestety nie z jednej sytuacji. Z momentów, kiedy ktoś bliski wchodził w moją przestrzeń, z czymś co bolało. I zamiast powiedzieć stop, tłumaczyłam tę osobę. Rozumiałam. W ciszy oferowałam empatię.
Natomiast – później dzień, tydzień – czułam w ciele coś, co najlepiej opisuje słowo skrzywiona. Jakby jedna część mnie poszła w kierunku, który wybrałam, a inna zatrzymała się dużo wcześniej i czekała przy drzwiach.
To, co oferowałam i tłumaczyłam, nie było empatią. Było strachem przed utratą relacji, było lękiem przed nieporadzeniem sobie z reakcją tej osoby, gdy powiem na głos o moich myślach i odczuciach.
W sztukach walki jest taka zasada: nie musisz odpychać siły. Możesz się po prostu przesunąć. Zejść z jej drogi. To nie jest ucieczka. To jest wybór miejsca, w którym stajesz.
Wyjście to też granica.
Mój sen miał trzy ruchy: powiedziałam stop. Ona naciskała. Wyszłam. Kilka lat temu pomyślałabym o sobie: porażka. A jednak teraz czuję to inaczej: to wybór, decyzja – bez konfrontacji, walki o siebie, bez tłumaczenia się.
I między innymi właśnie to chcemy praktykować- z Tobą i z innymi uczestniczącymi – na warsztatach Stój pewnie nawet pod presją. Nie teorię granic, lecz ich odczuwanie w ciele. Bo ciało wie wcześniej niż głowa. Zatrzymanie oddechu, ciężkość w klatce, sztywność w barkach – to nie jest słabość. To są informacje. I można się nauczyć z nimi działać.
Praktyka
Wróć myślami do jakiejś niedawnej lub dawniejszej sytuacji, w której ktoś bliski zrobił lub powiedział coś, co zabolało. Nie analizuj — tylko połóż rękę na mostku i poczuj: co tam jest teraz? Ciepło, ciężar, napięcie, pustka? Zostań z tym przez chwilę. To jest Twoja informacja. Ciało wiedziało wcześniej niż głowa zdążyła wytłumaczyć.
Trzy pytania
Wobec kogo najtrudniej Ci powiedzieć stop — i co to właściwie mówi o tej relacji?
Co tłumaczysz sobie w środku, kiedy ktoś bliski przekracza Twoją granicę — i komu tak naprawdę służy to tłumaczenie?
Czy jest różnica między tym, jak chronisz siebie wobec obcych, a jak chronisz siebie wobec bliskich — i skąd ona pochodzi?
— Magdalena


